Jest mnóstwo blogów fitnessowych, kulinarnych,
kulinarno- fitnessowych i rożnych tego typu wariacji. Czemu zdecydowałam się
założyć kolejnego, do którego można by przypiąć taką etykietkę? Bo..dlaczego
nie? Kocham jedzenie, gotowanie, eksperymentowanie w kuchni, sport i wszelką
aktywność fizyczną. Ostatnio wypełnia mi to coraz więcej czasu i daje jeszcze
więcej satysfakcji. Zaczęłam wrzucać fotki tego co jem na Instagram i
pomyślałam: czemu ograniczać się do pojedynczego zdjęcia cykniętego w
przelocie? Może fajnie byłoby publikować kompletny opis dania z jego
wartościami odżywczymi, więcej fotek, przepis? Mi samej da to większą
świadomość na temat tego co jem, a was może to zainspirować do stworzenia
własnej wersji moich dań (ja zawsze wyszukuje kilka przepisów tego samego
dania, wybieram to co według mnie jest tam najlepsze i dodaję coś od siebie).
Na co dzień mieszkam w Łodzi bo tam studiuję. Dość szybko
nauczyłam się organizować tak żeby zawsze mieć czas na ugotowanie sobie obiadu,
zrobienie kolacji, posiłku po treningowego, czy przygotowanie lunchbox’a na
następny dzień. Daje mi to poczucie bezpieczeństwa, że cokolwiek by się nie
działo, ja zawsze mam pod ręką coś zdrowego i pożywnego do jedzenia i nie muszę
zapychać się np. słodka bułą popitą słodkim jogurtem.
Na weekendy wracam zawsze do domu rodzinnego. Do pewnego
momentu miałam wielki problem z ilością jedzenia, które pochłaniałam jak tylko
przekroczyłam próg domu. Nie wiem do końca z czego to wynikało. W Łodzi mam
zawsze tylko tyle jedzenia, ile jest mi potrzebne do przygotowania konkretnych
potraw. Kupuje tylko zdrowe, nie przetworzone produkty i generalnie nie mam
problemu żeby trzymać „czystą michę” i odpowiednie proporcje w tym co jem. W
domu rodzinnym jest wszystko czego dusza zapragnie (taka w sumie powinna być
definicja rodzinnego domu ;)). Jednak z moją miłością do jedzenia i brakiem
umiaru, czasem bywa ciężko. Doliczmy o tego jeszcze to, że mój tata pracuje w
firmie produkującej znane słodycze, więc w domu ZAWSZE jest coś z tych
podstępnych, nafaszerowanych chemią batoników, cukierków itd. Odkąd
przywiązuję coraz większą wagę do tego czym się żywię, toczę w domu batalie,
żeby te wszystkie cukrowe zagryzki zlikwidować, na wypadek gdybym w chwili
słabości miała zapomnieć, że to sam cukier i chemia i pochłonąć jednego batonika
za drugim.
Szczerzę wierzę, że jesteś tym co jesz i dlatego czasem może
przesadzam z ortodoksją w tym względzie, zwłaszcza w gronie znajomych, którzy
nie widzą nic złego z jedzeniu batonów czy czekolad. Wszyscy jesteśmy
uzależnieni od cukru, tylko różnica jest taka że ja usilnie walczę, żeby ten
nałóg pokonać. Pomyślcie sobie kiedy ostatnio zjedliście batona, czekoladę,
cukierka, cokolwiek słodkiego czego nie zrobiliście sami? Ja w pierwszym
momencie powiedziałabym, że nie jem kupnych słodyczy, ale odkąd zaczęłam to
bardziej kontrolować, okazuje się, że maksymalny okres bez kupnych słodyczy to
miesiąc! Jest tak dlatego, że często jest jakaś okazja, gdy trudno odmówić
sobie lub komuś kto nas częstuje. Szczerze powiedziawszy, uległam wczoraj,
otwierając otrzymaną w prezencie wielką czekoladę Brownie…Gdyby była to jakaś
zwykła czekolada, to oddałabym ją mamie do depozytu i starała się o niej
zapomnieć, ale brownie…Powiedziałam sobie że zjem tylko pasek, żeby zobaczyć
jak smakuje i jak radzę sobie teraz ze słodyczami (był czas że zapominając o
całym boskim świecie mogłam pochłonąć na raz całą taką 300 g czekoladę i
później męczyć się z poczuciem winy i ciężarem w brzuchu) Tym razem do tego nie
doszło, ale też na 1 pasku się nie skończyło. Zjadłam 3 paski mimo, że ta
czekolada wcale nie była taka pyszna i nie miałam już wielkiej ochoty jej jeść,
kolejne kawałki same lądowały w mojej buzi. To po raz kolejny uświadomiło mi
potęgę uzależnienia od cukru, które jest jak każdy inny nałóg. Także, zaczynam odliczanie
od zera, mając nadzieję że tym razem uda mi się wytrzymać 2 miesiące (podobno
tyle potrzebuje nasz mózg by utrwalić nowe nawyki)
Z tego trochę przydługiego wstępu można dowiedzieć się co nieco o
mnie, że nie jestem kolejną super fitnesską, która ma dokładnie wyliczone makro
i idealnie wyrzeźbiony brzuszek. Codziennie wkładam dużo energii w to, by każdy
mój posiłek był jak najbardziej wartościowy, każdy trening był zrobiony na 100%,
a przy tym staram nie zaniedbywać innych spraw.
Na bloga będę wrzucać pomysły na obiady, kolacje, przekąski,
ale chyba przede wszystkim na ciasta w odchudzonej wersji. Ostatnio są one moją
pasją, czyli co zrobić żeby zjeść ciastko i mieć ciastko. W przygotowaniu jest już post po wielkanocny,
w którym podsumowuję jak udało mi się przeżyć ten ciężki dla fitfreaków okres,
a także ciekawe starcie ciast tradycyjnych i w mojej odchudzonej wersji.
Z czasem, jeżeli znajdzie się grupka osób zainteresowana tym
co będę tu wrzucać, chciałabym rozszerzyć bloga o strefę sportową, jako że
oczywiście sport jest bardzo ważną częścią mojego życia i jest pasją która
dzielę z moim chłopakiem. Od pewnego czasu udaje nam się przynajmniej raz w
tygodniu trenować razem. Jeżeli nawet nie idziemy na wspólny trening, zawsze
spędzamy czas aktywnie, co wydaję mi się czymś bardzo pozytywnym czym warto
podzielić się ze światem. Aktualnie przygotowujemy się do Orlen Warsaw Maraton
-10 km. Nie jesteśmy jakimiś wielkimi fanami biegania, po prostu lubimy
poruszać się na świeżym powietrzu i uznaliśmy że jest to fajny event i sposób
na spędzenie weeken Poza tym
codziennie chodzę na siłownię, cross-fit, pole dance i tymi rzeczami również
chętnie bym się zwami podzieliła.
Mam nadzieję, że mimo iż blogów podobnego pokroju jest
mnóstwo, znajdziecie tu coś nowego, coś co was zainspiruje i przekona do zmiany
nawyków i przejścia na jasną stronę mocy ;)
Eat clean, stay healthy, stay strong! ;)





ekstra opis!
OdpowiedzUsuńsuper przepisy :) oby tak dalej.