środa, 8 kwietnia 2015

Kim jestem, o czym będzie ten blog?

Jest mnóstwo blogów fitnessowych, kulinarnych, kulinarno- fitnessowych i rożnych tego typu wariacji. Czemu zdecydowałam się założyć kolejnego, do którego można by przypiąć taką etykietkę? Bo..dlaczego nie? Kocham jedzenie, gotowanie, eksperymentowanie w kuchni, sport i wszelką aktywność fizyczną. Ostatnio wypełnia mi to coraz więcej czasu i daje jeszcze więcej satysfakcji. Zaczęłam wrzucać fotki tego co jem na Instagram i pomyślałam: czemu ograniczać się do pojedynczego zdjęcia cykniętego w przelocie? Może fajnie byłoby publikować kompletny opis dania z jego wartościami odżywczymi, więcej fotek, przepis? Mi samej da to większą świadomość na temat tego co jem, a was może to zainspirować do stworzenia własnej wersji moich dań (ja zawsze wyszukuje kilka przepisów tego samego dania, wybieram to co według mnie jest tam najlepsze i dodaję coś od siebie).

Na co dzień mieszkam w Łodzi bo tam studiuję. Dość szybko nauczyłam się organizować tak żeby zawsze mieć czas na ugotowanie sobie obiadu, zrobienie kolacji, posiłku po treningowego, czy przygotowanie lunchbox’a na następny dzień. Daje mi to poczucie bezpieczeństwa, że cokolwiek by się nie działo, ja zawsze mam pod ręką coś zdrowego i pożywnego do jedzenia i nie muszę zapychać się np. słodka bułą popitą słodkim jogurtem.

Na weekendy wracam zawsze do domu rodzinnego. Do pewnego momentu miałam wielki problem z ilością jedzenia, które pochłaniałam jak tylko przekroczyłam próg domu. Nie wiem do końca z czego to wynikało. W Łodzi mam zawsze tylko tyle jedzenia, ile jest mi potrzebne do przygotowania konkretnych potraw. Kupuje tylko zdrowe, nie przetworzone produkty i generalnie nie mam problemu żeby trzymać „czystą michę” i odpowiednie proporcje w tym co jem. W domu rodzinnym jest wszystko czego dusza zapragnie (taka w sumie powinna być definicja rodzinnego domu ;)). Jednak z moją miłością do jedzenia i brakiem umiaru, czasem bywa ciężko. Doliczmy o tego jeszcze to, że mój tata pracuje w firmie produkującej znane słodycze, więc w domu ZAWSZE jest coś z tych podstępnych, nafaszerowanych chemią batoników, cukierków itd. Odkąd przywiązuję coraz większą wagę do tego czym się żywię, toczę w domu batalie, żeby te wszystkie cukrowe zagryzki zlikwidować, na wypadek gdybym w chwili słabości miała zapomnieć, że to sam cukier i chemia i pochłonąć jednego batonika za drugim.

Szczerzę wierzę, że jesteś tym co jesz i dlatego czasem może przesadzam z ortodoksją w tym względzie, zwłaszcza w gronie znajomych, którzy nie widzą nic złego z jedzeniu batonów czy czekolad. Wszyscy jesteśmy uzależnieni od cukru, tylko różnica jest taka że ja usilnie walczę, żeby ten nałóg pokonać. Pomyślcie sobie kiedy ostatnio zjedliście batona, czekoladę, cukierka, cokolwiek słodkiego czego nie zrobiliście sami? Ja w pierwszym momencie powiedziałabym, że nie jem kupnych słodyczy, ale odkąd zaczęłam to bardziej kontrolować, okazuje się, że maksymalny okres bez kupnych słodyczy to miesiąc! Jest tak dlatego, że często jest jakaś okazja, gdy trudno odmówić sobie lub komuś kto nas częstuje. Szczerze powiedziawszy, uległam wczoraj, otwierając otrzymaną w prezencie wielką czekoladę Brownie…Gdyby była to jakaś zwykła czekolada, to oddałabym ją mamie do depozytu i starała się o niej zapomnieć, ale brownie…Powiedziałam sobie że zjem tylko pasek, żeby zobaczyć jak smakuje i jak radzę sobie teraz ze słodyczami (był czas że zapominając o całym boskim świecie mogłam pochłonąć na raz całą taką 300 g czekoladę i później męczyć się z poczuciem winy i ciężarem w brzuchu) Tym razem do tego nie doszło, ale też na 1 pasku się nie skończyło. Zjadłam 3 paski mimo, że ta czekolada wcale nie była taka pyszna i nie miałam już wielkiej ochoty jej jeść, kolejne kawałki same lądowały w mojej buzi. To po raz kolejny uświadomiło mi potęgę uzależnienia od cukru, które jest jak każdy inny nałóg. Także, zaczynam odliczanie od zera, mając nadzieję że tym razem uda mi się wytrzymać 2 miesiące (podobno tyle potrzebuje nasz mózg by utrwalić nowe nawyki)
Z tego trochę przydługiego wstępu można dowiedzieć się co nieco o mnie, że nie jestem kolejną super fitnesską, która ma dokładnie wyliczone makro i idealnie wyrzeźbiony brzuszek. Codziennie wkładam dużo energii w to, by każdy mój posiłek był jak najbardziej wartościowy, każdy trening był zrobiony na 100%, a przy tym staram nie zaniedbywać innych spraw. 

Na bloga będę wrzucać pomysły na obiady, kolacje, przekąski, ale chyba przede wszystkim na ciasta w odchudzonej wersji. Ostatnio są one moją pasją, czyli co zrobić żeby zjeść ciastko i mieć ciastko.  W przygotowaniu jest już post po wielkanocny, w którym podsumowuję jak udało mi się przeżyć ten ciężki dla fitfreaków okres, a także ciekawe starcie ciast tradycyjnych i w mojej odchudzonej wersji.
Z czasem, jeżeli znajdzie się grupka osób zainteresowana tym co będę tu wrzucać, chciałabym rozszerzyć bloga o strefę sportową, jako że oczywiście sport jest bardzo ważną częścią mojego życia i jest pasją która dzielę z moim chłopakiem. Od pewnego czasu udaje nam się przynajmniej raz w tygodniu trenować razem. Jeżeli nawet nie idziemy na wspólny trening, zawsze spędzamy czas aktywnie, co wydaję mi się czymś bardzo pozytywnym czym warto podzielić się ze światem. Aktualnie przygotowujemy się do Orlen Warsaw Maraton -10 km. Nie jesteśmy jakimiś wielkimi fanami biegania, po prostu lubimy poruszać się na świeżym powietrzu i uznaliśmy że jest to fajny event i sposób na spędzenie weeken Poza tym codziennie chodzę na siłownię, cross-fit, pole dance i tymi rzeczami również chętnie bym się zwami podzieliła.

Mam nadzieję, że mimo iż blogów podobnego pokroju jest mnóstwo, znajdziecie tu coś nowego, coś co was zainspiruje i przekona do zmiany nawyków i przejścia na jasną stronę mocy ;)
Eat clean, stay healthy, stay strong! ;)





1 komentarz: