Jak potem doczytałam, falefele robi się tylko i wyłącznie z surowej ciecierzycy, namoczonej przez noc w wodzie i nie gotowanej, nie mówiąc już o ciecierzycy z puszki, której ja użyłam, zachęcona promocjami w biedronce na warzywa bonduelle gotowane na parze (zawsze trochę zdrowsze niż zwykła pucha). Także na dzień dobry zaczęłam od innego składnika bazowego. Później działałam w miarę intuicyjnie, ale zamiast kotlecików, zdecydowałam się na...chrupankę ciecierzycową! Ale po kolei:
Składniki:
-puszka ciecierzycy gotowanej na parze
-4 łyżki czerwonej soczewicy
-1 jajko
-przyprawy (u mnie klasyczny zestaw jaki miałam na stanie: pieprz zielony, papryka,kurkuma, majeranek,czosnek niedźwiedzi)
-1 cebula dymka ze szczypiorkiem
-oliwa z oliwek (u mnie oliwa z czosnkiem)
Ciecierzyce po odlaniu z zalewy, opłukałam i zblendowałam. Jajko roztrzepałam i wymieszałam z przyprawami, wlałam do ciecierzycy. Soczewice, krótko podgotowałam, dorzuciłam do reszty masy, razem z pokrojoną cebulką i szczypiorkiem. Na patelni rozgrzałam: oliwę i starałam się uformować kotleciki. Jako, że masa była trochę za luźna, postanowiłam podziubać te kotlety i podsmażyć to w formie takiej chrupanki. Wyszło bardzo fajne danie, które świetnie smakuje z ogórkiem kiszonym!
Do prawdziwych falafeli jeszcze na pewno się zabiorę, jak tylko będę w domu u mamy, gdzie jest niezbędna do zmielenia nie gotowanej cieciorki maszynka do mielenia i szersze spektrum przypraw.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz