poniedziałek, 27 lipca 2015

Surowa gryczanka

Składniki:
-40-50 g kaszy gryczanej nie palonej
-pół banana
-łyżeczka kakao
-100 g twarogu
-świeże owoce sezonowe
-garść orzechów

Kaszę moczymy przez noc w wodzie. 
Rano opłukujemy ją dokładnie na sitku ciepłą wodą. 
Blendujemy ją z bananem, do uzyskania gładkiej konsystencji. 
Możemy dorzucić twarogu, żeby dostarczyć dodatkowej porcji białka. 
Wsypujemy kakao, cynamon i trochę soku z cytryny dla smaku. 
Podajemy ze świeżymi owocami i ulubionymi orzechami.

Dziś pierwszy raz podjęłam się przygotowania czegoś z gatunku "raw". O co w tym chodzi? Generalnie, ludzie stosujący dietę raw food, spożywają głównie surowa warzywa, owoce, kiełki i orzechy. Przy przygotowywaniu potraw nigdy nie przekraczają temperatury ok 40 stopni, gdyż uważają że to zabija enzymy, witaminy i wszelkie wartości odżywcze zawarte w pożywieniu. Podczas gotowania, smażenia, pieczenia, grillowania poziom składników odżywczych gwałtownie się obniża, ponieważ wysoka temperatura przekształca 85% składników pokarmowych w formy nieprzyswajalne i całkowicie niszczy enzymy. Witarnianie, bo taki jest polski odpowiednik, dla ludzi stosujących tą dietę, zwracają szczególną uwagę na ogromną moc skiełkowanych nasion. Proces kiełkowania znacznie zwiększa aktywność zawartych w nich enzymów, a także podwyższa nawet wielokrotnie zawartość witamin ( np. poziom witaminy B w skiełkowanych nasionach zwiększa się o 2000%!)
Już jakiś czas temu zetknęłam się z tymi rewelacjami na temat kiełków i surowej żywności, między innymi przy okazji lektury książki Gillian McKeith "Jesteś tym co jesz", ale jakoś zabrakło mi zapału żeby zabrać się za kiełkowanie nasion. Może tym razem się uda, bo niewątpliwie gra jest warta zachodu.

Póki co, przygotowałam sobie na śniadanie gryczankę sposobem raw,
Zacznijmy od właściwości kaszy gryczanej, która jest często nie doceniania w naszej kuchni.
Wbrew pozorom, kasza gryczana ma całkiem sporo białka 10-16%, które jest lepiej przyswajalne niż to ze zbóż (bogate w lizynę i tryptofan-cenne aminokwasy egzogenne) Ponadto, kasza ta jest bogata w witaminy z gr. B i jest bogatym źródłem magnezu, wapnia i fosforu. Co ważne, jest też świetnym źródłem błonnika (ma go 2 razy więcej niż makaron czy ryż).

W raw gryczance nie gotujemy kaszy, a jedynie moczymy ją przez noc. Zaletą takiego rozwiązania, jest to, że nie pozbawiamy jej witamin, enzymów i składników odżywczych, a wręcz przeciwnie. Wierząc tym co mówią witarnianie, podkręcamy aktywność enzymów i ilość dobroczynnych składników.
Szukając informacji na temat jedzenia surowej kaszy spotkałam się też z przeciwną opinią, że jedząc ją w surowej formie, nie zostanie ona w ogóle przyswojona przez nasz organizm, ponieważ składa się głównie ze skrobi, która może być rozłożona jedynie pod wpływem obróbki w wyższej temperaturze. Biorąc to pod uwagę, można stwierdzić, że jest to świetne rozwiązanie dla osób będących na diecie, którym zależy na zapełnieniu żołądka i szybkim pasażu jelitowym. Według tej opinii, taka kasza byłaby po prostu porcją błonnika.
Jak zwykle w takich sytuacjach prawda leży gdzieś po środku. Nie zamierzam jest surowej gryczanki codziennie, ale raz w tygodniu będzie to dobra opcja na urozmaicenie jadłospisu, uzyskanie dodatkowych wartości dzięki moczeniu i pozbawienia obróbki, czy też dla samej zawartości błonnika.

Po tym merytorycznym wstępie, przejdę do sedna sprawy, czyli tego jak robimy pyszną gryczankę na śniadanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz